Pamiętam doskonale, kiedy to rozpocząłem swoją przygodę z grami RPG. To był rok gdzieś około 1997. Tak tak kupę lat temu to było! Pomimo upływu tylu lat to zainteresowanie jakoś we mnie nie wygasło, chociaż dawno już nie grałem z braku dobrej zgranej ekipy. W ten "sport" wciągnął mnie mój kuzyn a wszystko to odbywało się w Miejskim Domu Kultury w Gnieźnie. Klub istniał przez łądnych kilka lat, poczym się rozpadł gdy zabrakło opiekuna tej grupy. Wyobraźcie sobie, że do tego klubu należało ponad 20 osób!!! Czasami odbywały się nawet dwie lub trzy sesje jednocześnie, i trudno było się zdecydować w jaki sytem zagrać. Praktycznie każdy coś miał. Był Cyberpunk 2020, Śródziemie, Wampir Apokalipsa, Wilkołak Maskarada, Kryształy Czasu, Zew Cuhulhu, Dzikie pola, Mechawojownik, i Strefa śmierci. Naprawdę było w czym wybierać! Ach szkoda, że te czasy już minęły! Jeśli ktoś ma ochotę to niech się podzieli TUTAJ swoimi wspomnieniami i przeżyciami, chętnie sobie poczytam jak reszta z Was zaczynała przygodę z grami RPG.
Ten wpis został zmieniony przez TedeX83 w February 20, 2012 6:10:38 PM CET"No mi tam daleko do oscylowania koło 30;)
Moim pierwszym prawdziwym RPGiem był Deadlands: Piekło na Ziemi, do dziś nie grany, ale mocarnie potężny. Świat super, mechanika trochę dziwna i dziś można rzecz - przekombinowana, lecz to był urok Deadlandsów. Totalny miszmasz konwencji - zombiaki, postapokalipsa, magia, mutanci, cyborgi, Mściciele czyli Czterej Jeźdzcy (yup). CZAD! Wczytałem się w angielskie dodatki i na zawsze już mam sentyment do tej gry. Potem kupiłem sobie Neuroshimę... i mam prawie całą linię wydawniczą jaka wyszła. Eh, ta gra się popsuła, dodatki były ok do czasu, później wychodziły jakieś zupełne popierdóły.
Pierwszym para-rpgiem jakiego sobie kupiłem, była bodaj ,,Droga ku Chwale'', ta Portalowa popierdółka wydana na Nowej Fali RPG. Chyba grywalna, i chyba nawet śmieszna, ale też nie pograłem z braku ludzi. Później byli Władcy Losu (ciężko znaleźć ludzi do tego, potrzeba od 5 do 7 osób, co jest bardzo dużą ilością na zadupiach) i Przygody Barona Munchausena (syf i kiła, tylko dla specyficznych graczy; bardzo dziwny system rozgrywki - bardziej zabawa w opowieści niż RPG). Dużo później dorwałem Frankenstein Faktorię, i ta gra akurat mi się spodobała, choć oczywiście nie zagrałem.
Dobrze jeszcze wspominam Crystalicum, dziwny jak na tamte czasy format podręcznika (znalzłem go wtedy w Empiku, jak jeszcze mieli RPGi na półkach) i cóż, fajna zawartość. Oczywiście i w to nie miałem szasny pograć. Szkoda, że ta gra padła, miała potencjał.
TedeX83, powiedz no jak się grało w Kryształy Czasu, Strefę Śmierci i Mechawojownika? O ile te KCetki były dość rozpoznawalne, to Strefa Śmierci była strasznie niszowa bo była tylko w MiMie, a Mechawojownik przeszedł ZUPEŁNIE bez echa. Dlatego jestem ciekaw, czy te gry po prostu nie miały szans na zaistnienie w naszym kraju. Mechawojownik ma tematykę dość specyficzną, i chyba jest bardzo mechaniczny, wymagając dużej ilości obliczeń.
He he, ,,Wampir Apokalipsa'' i ,,Wilkołak Maskarada'':) Z chęcią zagrałbym w takie gry;)
Ten wpis został zmieniony przez Gerwazy w February 21, 2012 11:18:42 AM CET"Gerwazy said:
TedeX83, powiedz no jak się grało w Kryształy Czasu, Strefę Śmierci i Mechawojownika? O ile te KCetki były dość rozpoznawalne, to Strefa Śmierci była strasznie niszowa bo była tylko w MiMie, a Mechawojownik przeszedł ZUPEŁNIE bez echa. Dlatego jestem ciekaw, czy te gry po prostu nie miały szans na zaistnienie w naszym kraju. Mechawojownik ma tematykę dość specyficzną, i chyba jest bardzo mechaniczny, wymagając dużej ilości obliczeń.
He he, ,,Wampir Apokalipsa'' i ,,Wilkołak Maskarada'':) Z chęcią zagrałbym w takie gry;)
W kryształy czasu grało się całkiem fajnie ;) W strefę śmierci nie miałem okazji zagrać bo u nas nie było podręcznika, a PDF nie było.
Mechwarrior... No, pamiętam jak 2 razy graliśmy. Pierwsza gra zajęła nam 9 godzin, z czego 5 to tworzenie mechów. Okazało się też, że tworzenie lekkiego mecha kiedy wszyscy mają super ciężke jest głupie, chyba że grasz drużynowo. Druga gra mnie bardzo zniechęciła, bo znowu tworzyłem postać 5 godzin a zginąłem od drugiego strzału, bo akurat w kokpit się wbił. Sie wkurzyłem i poszedłem do domu.
Ja w RPG zacząłem GRAĆ około 2002 roku (aż taki dinozaurem nie jestem :P) wcześniej miałem drobne przygody w RPG bo kuzyn grał w kryształy czasu i kiedyś tam z nim ze 3-4 sesje zagrałem. Zaczęliśmy od warhamemra i z nim nie skończyliśmy. Po drodze było trochę KC. Potem była u nas w miescie dłuższa faza na wampira i wilkołaka, więc i w to sie pograło. Potem parę sesji w neuroshimę i zew Chtuhulu. Ale generalnie Warhammer, warhammer i raz jeszcze Warhammer. Najpeirw pierwsza, potem druga edycja.
Ja jako osoba, która lubi różne rzeczy byłem z frontu "zagrajmy w coś innego", gdzie 3 drużynowych betonów krzyczało "warhammer!" Mimo to udało mi się przynieść Władców losu, których parę razy prowadziłem. Gasnące Słońca w które udało mi się zagrać nawet. No i teraz ostatnio Robotice. Generalnie tak nieskromnie powiem, że gdyby nie ja to w życiu pewnie by w nic nowego nie zagrali :P
Gerwazy na początek małe sprostowanie :
Popełniłem błąd w tytułach, miało być Wampir Maskarada, i Wilkołak Apokalipsa. Za ten byk przepraszam.
Teraz do rzeczy. Powiem szczerze, że w KC to grałem niewiele, a że mało mi pasuje klimat fantazy bo zbyt wiele nie pamiętam. Jeśli chodzi o Strefę Śmierci to to był akurat pierwszy system RPG w który przyszło mi grać. Grało się całkiem dobrze system był ciekawy, choć wydany był jedynie w Magii i Mieczu.
Mechawojownik, o tym systemie mogę powiedzieć znacznie więcej. Moim zdaniem jest to gra dość specyficzna, nastawiona raczej na prowadzenie działań wojennych. Gracze wcielają się w tytułowych Mechawojowników. Są oni żołnierzami wykwalifikowanymi w pilotowaniu tzw. Battlemechów. Kilkunastometrowych kilkudziesięciu tonowych człekokształtnych machin wojennych, które zdominowały pola walki XXXI wieku. Wbrew pozorom nie ma dużo obliczeń w samym Mechawojowniku. Więcej ich było w Battletechu, grze planszowej symulującej walkę owych maszyn. Obliczenia były dość proste jednak było ich duuuuużżoooo!!! Podczas walki trzeba było sumować ze sobą wiele modyfikatorów za ruch jednostek za teren za przegrzanie maszyn itp. Poza tym było sporo "kulania kostkami" zwłaszcza kiedy rozliczało się ostrzał rakietowy. Te dwie gry za to w całości opierały się wyłącznie na kościach K6 i były w pełni ze sobą kompatybilne. Podręcznik do Mecha miał niecałe 200 stron, to trochę mało jak na mój gust, a opisy świata (światów) były bardzo skąpe. Dawało to jednak wolną rękę Mistrzowi Gry przy kreacji przygód. Do dziś mam w domu podręcznik do Mecha.
Ten wpis został zmieniony przez TedeX83 w February 21, 2012 4:55:30 PM CET"TedeX83 >>> po co przepraszać za inwencję:) Teraz mam tytuły do nowych parodii hehe;) Kto wie, może i kiedyś coś się zakręci w tych tematach.
,,Poza tym mamy zacząć kampanie w WoD-a nowego (już od 2 lat ją zaczynamy)'' >>> Moim zdaniem, jak się nie ruszy z buta od razu, to tak można odstawiać w nieskończoność. Do dzieła, nie do filozofowania, a efekt będzie widoczny.
Grając w sesje fantasy pod system OSIRIC, MG używa wydrukowanych ilustracji postaci i potworów przyklejonych na wycięte kartonowe kwadraciki. Czy to pomaga, nie wiem panie. Na pewno jakoś łatwiej wtedy zilustrować przebieg bitwy, nie robiąc burdelu na kartce papieru. W sumie to grałem bez tego, dopiero ostatnio grając właśnie w tą kampanię fantasy zaczęliśmy używać tych kartoników z ilustracjami.
Osobiście, mogę grać bez tego, choć jakoś nie patrzę na to dziwnie jak reszta chce. Ważne by to nie zdominowało gry, że nagle położenie tych znaczników nabierze znaczenia taktycznego, i z grania w RPG przejdziemy w grę taktyczno-bitewną.
Ten wpis został zmieniony przez Gerwazy w February 22, 2012 10:57:48 PM CET"Ja pierwszy raz miałem styczność z RPG, kiedy wyszedł CDA z grą "Robotica Kompletny System RPG" jak wszem i wobec głosiła okładka pisma. A że na opakowaniu był robot, wziąłem grę za coś typu Bionic Commando(tego z 2009 roku), tylko bardziej nastawione na systemy rozwoju postaci. Kiedy odpaliłem płytę wielce się zdziwiłem, bo nigdzie nie było wymagań systemowych ani przycisku "instaluj". Kiedy się zorientowałem, że to PDF - 360 stron?! Cholera, co to jest?! Postanowiłem dać jej jednak szansę. Im dalej czytałem, tym miałem większą ochotę zagrać. No i tam tu jestem od już ponad pół roku.
Wcześniej tylko obijało mi się o uszu.
U mnie na sesji jest książka, laptopy, a nawet 7 calowa nawigacja bo w elektronicznych łatwiej wyszukiwać informacje. A do pełni klimatu brakuje tylko jakiegoś holoprojektora - może za kilka lat ;-)
Natomiast kiedyś przy grach fantasy nieodłączna była świeczka, teraz tak naprawdę jest nam to już niepotrzebne ale klimat wprowadzało niezły...
Ten wpis został zmieniony przez nomade w February 23, 2012 9:54:30 PM CET"Można zawsze kupić sobie świecące w nocy kostki, choć to trochę kosztowne (zestaw klasyczny 7 kostek od 50-80zł, mowa o -Cthulhu Dice-).
Ostatnio widzę coraz więcej laptopów na sesjach, chyba jest to jakiś znak obecnych czasów.
Ja tam Roboticę kupiłem w przedpremierze na Rebelu, jak jeszcze sprawdzałem co jakiś czas czy wyszło coś nowego. A później wygrałem dwie kolejne;) Jedną sprzedałem koledze po cenie, nawet polubił tą grę, drugą oddałem gościowi który wymyślił to fajne hasło na ŁPG, a którego nie było wcześniej by odebrać nagrodę (poszła do kogoś innego, bo głupio byłoby robić beton - ludzie stoją i czekają, a klienta nie ma):
,,Robotica jak technika,
w umysł twój wnika.''
Dwie Robotici od Drone'a poszły do jednego gościa któremu system podpadł jako fajny i chce coś prowadzic, druga poszła do innego gościa, ale nie mam wieści co o grze sądzi.